Archive for Luty 17, 2010

Blask

Uśmiech jak pęknięty kasztanek
W kolorach ziemi i nieba
Gdzie małą iskierką możesz
Pozwolić się przeszyć
Kryształowego blasku
A dłoń jak szlachetny grzybek
Schowany za szyszką sosny
Jak gdyby pomyślał na chwilę
Że nią jest a ona nim
Jak ciepło być razem – westchnął
Niełatwo iść tam
Dokąd nikt nie zmierza
Byleby uśmiech pamiętać
I dotyk dłoni ze sobą zabierać.

Gdańsk 2009

Proszę Cię, Panie, zaprowadź mnie do Męża
Mojego, jedynego, podarowanego
Kiedy każda kropla, co chwilą rozbłyska
Rozpływa się we mgle potężnej tęsknoty
Błagam, nie mam już siły
Wiem dobrze, nikim jestem
Wiem tez, ze nicość nie jest
Głupim słowem, bo bólem
Własną duszą i wątłym ciałem je przybijam
Mocno i najbliżej do Twojego Krzyża
…Wiesz? Zgubiłam się w tych rymach, w tych wersach…
Bądź ze mną, za rękę prowadź, czekam, jestem.

Gdańsk 2009

Skąd jest to pragnienie jakby uśmiech róży?
Aby jak najhojniej obsypać płatkami
Tych wszystkich, dla których serce oczy mruży
W radości na widok Słońca tuż za drzwiami
Zaniosę dziś zatem, kwiatów koszyk duży
Żeby je rozsypać w miejscach gdzie mieszkają
Po brzeg obecności, pod stopy ułożę
By sprawić im radość jak ranek co wstaje
Lecz powiem od razu, że dziwne to może
Nie ze mnie wynika ta miłość, ta radość
To Ten, Który kocha najgłębiej, najdrożej
Rozpala płomień a w zamian bierze słabość
Wiec, jak kropla wody znika w oceanie
Najfajniej by było zanurzyć się całym
W Karminowym Sercu, które dla nas płonie
I cieszyć się dla innych, Bogiem Kochanym.

Wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, Gdańsk 2009

Kiedy pozostanie jedynie zdjęcie
Jak kadr ze szczęścia o różowych włosach
Wszystkiego co dobre, łagodne, piękne
Wśród czułej ciszy, wśród wód w latoroślach

Pozostań przy nim jak przy krajobrazie
Z radością kwiatu co nigdy nie więdnie
Potem je odwróć i pomyśl od razu
Do czego serce tęsknić w Tobie będzie

Do łez z zachwytu, takiego szaleństwa
Gdzie prawda nad nami zawisła nisko
Że można ją tak przycisnąć do serca
By westchnąć sobie, że nareszcie przyszła

Gdziekolwiek będę na ziemi czy w niebie
Zabłysnę przy Nim jak iskierka Słońca
By być najbliższą w najgłębszej potrzebie
By się pojawić na dziś i bez końca.

Gdańsk 2009

Poobsypywałeś perłami!
Niełatwo się im nadziwić
Miłości do męża, do ludzi
A Ty zawsze ponad wszystkimi

Najmilszy, Najczulszy, Najsłodszy
Nastąpił ten dzień gdy oddałeś
Łzy szczęścia na myśl, że przyszedłeś
W Przeistoczeniu, lecz powiedz jak?

Bo była najdłuższa ta droga
Przez ogród męczarni straszliwej
Gdzie Ty – Śliczna Perła Najczystsza
We własnej się krwi zanurzyłeś

Pragnąłeś nas mieć już przy Sobie
Że jak oszalały z miłości
U stóp perły porozrzucałeś
Swe Serce i Ciało w wolności

Czy mogłaby być miłość większa
Niż to, co codziennie się dzieje
Gdy Ty wciąż od nowa przychodzisz
Nie myśląc, że tracisz, szalejesz?

O Panie i Stwórco Wszechświata
Obrońco zaś wszelakiej duszy
Racz przyjąć od dziecka Twojego
Miłości ten mały okruszek.

Gdańsk 2009

Cud

Maryjo poważna o spokojnej twarzy
Im dłużej tak patrzę w Twoje mądre oczy
Tym większa nadchodzi ta radość, ten zaszczyt
Że jesteś tu ze mną, proszę bądź na co dzień

I dla mnie bądź także Maryją Kapłańską
Gdybym zapragnęła ofiarować Tobie
Wdzięczność wraz z uśmiechem za dobroć niebiańską
Człowieka, co nosi tajemnicę w sobie

Żal za grzechy nosi, prosi o cokolwiek
Maryję ubraną w biel w gwiazdy złociste
W koronie ze złota z krzyżami na końcach
Jak piękna Ty jesteś Dziewico Przeczysta

Cokolwiek napiszę o Tobie nie odda
Cudu Twego istnienia na ziemi, w niebie
Być może zaledwie Twojej szaty dotknie
Ty chcesz, żeby ludzie odnaleźli Ciebie.

Refleksja przy Ikonie Matki Bożej Częstochowskiej, mając w pamięci strój Matki Bożej Kapłańskiej według wizji św. Faustyny, Rokita 2009

Kapłańskie Serce Jezusa
Samotne jak nikt na ziemi
Choć Drogą Krzyżową wzruszasz
Radością też sycisz w pełni

Serce Jezusa Kapłańskie
Płonie Ofiarą bez miary
Tęskni, by dać morze łaski
Ocean Męki Je trawi

Kto Ciebie Jezusa Serce
Zrozumieć lepiej potrafi
Jak ten, komu po kropelce
Udzielasz się w Getsemani

W Nim wszelka nadzieja ludzi
Winni do Tego lgnąć Serca
Bo dziecko, które się budzi
Obecność matki pociesza

Chcę być przy Tobie choć trochę
Leciutko po głowie głaszcząc
Jak Anioł u Carla Blocha
Na głębię Konania patrząc

I czasem tylko zaboli
Że był On i jest bezdomnym
Królem Wszechświata, co w Słowie
Zostawił Siebie potomnym

Serce Kapłańskie Jezusa
Czasami wciąż odrzucane
Podobnie jak Twoi słudzy
Wzgardzani przez ukochanych

Dlatego wdzięczność tym większa
Że tęskniąc za Swoim domem
Wciąż woła chłopięce serca
By szły do końca za Bogiem

Tak drogie Ci jest Królestwo
Że zewsząd ich bierzesz sobie
Chcesz aby było Niebieskie
Na ziemskim, tym łez padole

Więc, każdy Drogim jest Kapłan
Co nosi ofiarę w dłoniach
Droższy im dalszy od świata
Im mniej go w zbytecznych słowach

Milczący stajesz się kwiatem
Ozdobnym wśród ludzi drogich
Bo choć królujesz nad światem
Zostajesz znakiem ubogich

***
On cały więc, dla Niego jest
I niosąc mi wciąż Jezusa
Decyzji wolnej swym gestem
Tak wtedy najbardziej wzrusza

A ty, który patrzeć umiesz
Zapatrz się w tę tajemnicę
W ofierze na krzyżu trudnym
Kapłaństwa, co niesie życie

Bogu niech będą dzięki
Za tych, którzy się źle mają
Bo z ich to czyściutkiej ręki
Umarli z grobu powstają.

Wszystkim Kapłanom, Gdańsk 2009

Wypadł mi diamencik z pierścionka od Ciebie
Zabolało serce widząc ten uszczerbek
Lecz cóż to, że boli strata klejnocika
Gdy pamięć o Tobie serce me przenika?

Dałeś mi go kiedyś w dzień moich urodzin
Z miłością związałeś ku pamięci drogiej
Więc, choćby niewiele z niego pozostało
Miłość się nie zgubi, bo jest jej za mało

Zmieścić się w diamencie lub innym klejnocie
Ona chce naprawdę zaistnieć w istocie
Potem ją przemieniać, żeby pamiętała
Że jest pokochana na zawsze już cała

I choć nadal mieć chcę ten pierścionek miły
Warto głębiej patrzeć, by ujrzeć świat inny
Który się nie psuje ani się nie gubi
Jest obecny zawsze i mieszka wśród ludzi.

Dzień, w którym zgubiłam diamentowe oczko w pierścionku od Męża, Gdańsk 2009

Uderzająca jest Twoja serdeczność
Bijąca szczodrością kwiatów rumianku
Niewinna w płatkach, tętniąca w środeczku
Pełna pogody na myśl o Słoneczku

Oślepiająca jest też Twoja mądrość
Dotykająca w Veritatis Splendor
Co umie pomiędzy wierszami poczytać
I w każdym strapieniu Jego spotykać

Przemieniające jest Twoje cierpienie
W którym pokojem napełniasz potężnym
Gdy wcale nie bywa ciężarem życia
Lecz drzwiami do szczęścia, co Nim nasyca

Kwiateczku Mały, Różyczko Różowa
Dziękuję, że trwasz, że cierpisz, że kochasz
Że drogę oświetlasz pielgrzymującym
Że Aniołkiem jesteś życie niosącym

Góra Tabor – dzień sakramentów świętych: spowiedzi św., namaszczenia chorych, Komunii Świętej, kolejka podmiejska, Gdańsk – Gdynia Orłowo 2009

Kwitnące sady jabłoni
Dalekie jak wzrokiem sięgam
Bliskie jak kwiatek na dłoni
W nim lśni miłości potęga

Tu zapach kwiecistej bieli
Jakby przenika świat cały
Unosi się wśród zieleni
I uszczęśliwia na stałe

Tam kamyk spoczywa w trawie
Został wrzucony do sadu
Pewnie zupełnie przypadkiem
Też czerpie z piękna ogrodu

On wie, że w swych płatkach kwiaty
Są śliczne, mądre i czyste
Łącząc zaś, w sobie dwa światy
I jemu stały się bliskie

Jednak zrozumieć nie umie
Że Stwórca sady przenika
A przy tym również przytula
Serce szarego kamyka

Dlatego wdzięczny jest mały
Kamyczek będący w sadzie
Gdzie dobrze mu, gdy przybrany
Jest jego częścią w zasadzie.

Siostrom Kontemplacyjnym, uzurpując sobie prawo do bycia kamykiem, Gdynia Orłowo 2009