Archive for Luty 16, 2010


Zamknąłeś mi usta cierpieniem. A wiesz, że ja kocham Ciebie?

Gdańsk 2009

TO, z czego czerpię życie to TY

Kim JESTEŚ dla mnie?
SERCEM bijącym we mnie

Łzy cierpienia i szczęście przeplatają się we mnie

Gdańsk, czerwiec 2009


Ludzie znękani bólem o znaku krzyża wyrytym na skroniach, nie mogą wyprzeć się Ciebie.

Gdańsk, 2009

Stopy

Spękane stopy
Gdy biegniesz
Gdy stajesz
…Nagle przed własnym cieniem
Nabrzmiałe i obolałe…
Ruszaj
Iść trzeba!

Koszalin 1998

Na tle nieba sterczy chropowata gałąź
…Niebo dziś błękitne i czyste…
Mocno wygięta w dół
Nadłamana już prawie
To powieje w nią wiatr
To siada na niej ptak
A ona trwa w swym wygięciu
Chropowata
Liście ją otulają
…Same pożółkną i zwiędną pewnie tkwiąc na niej…
Lecz wśród otuliny zielonej
Lśni kiść winogrona
Jeszcze bardziej zielona
Ogrzana ciepłem promieni
Dojrzała
Tak bardzo wychyla do słońca swe lica 
Mając pragnienie życia.

Koszalin 1998

Babcia

Nigdy nie przypuszczałam
Że ta niebieska szafka na płyty
Wykonana z drewna na stary styl
Będzie tak bardzo przypominać mi
Moje dzieciństwo
Ten zapach pieczonych w dochówce jabłek
Na które Babcia zaprasza co dzień
I świeże mleko
Wieczorem przez Babcię
Odjęte od krowy…
…A także kotkę łaciatą
Która siedząc cichutko przy piecu
Zachęca do kontemplacji ciszy…
Nigdy nie przypuszczałam
Że ta niebieska szafka na płyty
Wykonana z drewna na stary styl
Będzie podobać się
Kiedyś komuś
Kto żyje w dwudziestym wieku
I kto przykuty nowoczesnością
Zapragnie
Zostać poczęstowanym jabłkiem
Upieczonym przez Babcię
 „Więc w czym jest problem?”
Ktoś oddał Babcię
Do zakładu dla ludzi niepotrzebnych
 „Jakże więc Ktoś jest skłonny skosztować
Jabłka
Upieczonego przez cudzą babcię
Gdy jego własna…

Przeczytaj calosc »

Chwila

Spaceruję w wyobraźni
i na jawie czasem tam
gdzie piasek wilgotny
pod stopą spoczywa
gdzie mgła się osadza na brzegu wody
nagle przysiadam
…jak cicho
wytężam spojrzenie w niemy horyzont
 wilgoć i myśl:
 jak dobrze ją chłonąć
tęsknię
by trwać dłużej może
…nie mogę nasycić się chwilą…
ta wilgoć rodzima
co kiedyś poznana
jak szron poranny ujawni na dłoniach
bukiet chwil następnych.

Koszalin 1998

Stoję na szczycie góry
Mam rozchylone ramiona
Stąd widok wspaniały gór, lasów i chmur
Stoję naga 
Bez skóry
Wiatr ciało smaga…
I nawet jeśli bolesny jest czasem dotyk
Samego tylko powiewu
Czuję jak trwam w tym, co otacza mnie
Co żyje
Pragnę pochłonąć to wszystko
Na ile wystarczy spojrzenia
A jednocześnie – poddać się
Poznaniu przez powietrza drżenie
Które koi rany
Zadane ziarenkiem piasku
Nieopatrznie przywianym.

Koszalin 1998